Można powiedzieć, że w Świnoujściu rozpoczęliśmy drogę powrotną, czyli szybkie poranne wyjście z mariny i znowu na morzu. Pytanie wygłodniałej załogi czy teraz to już naprawdę płyniemy do Kołobrzegu? Tak kochani, ale po drodze wpadniemy na chwilkę do Dziwnowa.
W poprzednich latach na pokładzie „Rzeszowiaka” mieliśmy okazję do niesamowitych przeżyć. Byliśmy uczestnikami pięknych spektakli na niebie w wykonaniu zorzy polarnej, pływaliśmy między growlerami, stadami delfinów i w towarzystwie wielorybów.
Okrężną drogą przez Gotlandię, Alandy i Sztokholmskie Szkiery, Rzeszowiak dotarł do stolicy Szwecji. Do słonecznej pięknej pogody już w tym rejsie zdążylismy się przyzwyczaić, ale upał w miejskiej zabudowie daje się szczególnie we znaki.
Po długiej żegludze pod wiatr Rzeszowiak dotarł do gotlandzkiego portu Visby. Wiało ostro, Neptun zbierał daninę, ale trud opłacił się. Visby to turystyczna mekka Szwecji, kolorowa i gwarna. Setki knajpek i barów prześcigają się w ogsłudze tysięcy turystów.
Rzeszowiak dotarł do Kłajpedy. Czas pandemii odczuwalny jest i tutaj. Polskich jachtów, licznych tutaj o każdej porze roku, tym razem brak. Rzeszowiak jest jedynym jachtem z kraju. Wzbudza więc zainteresowanie, tym bardziej, że jest największym jachtem pośród pływającej drobnicy.
Kolejny sezon rozpoczęty! Rzeszowiak spędzi go na Bałtyku odwiedzając zarówno duże porty, jak i ciche, malownicze zakątki bałtyckich szkierów. Rejsy jachtem to doskonała okazja do zwiedzania kolejnych ciekawych miejsc, których w najbliższym nam morzu znaleść można bez liku.
RZESZOWIAKIEM poprzez bezmiar Atlantyku, Poprzez równik i zwrotniki wzdłuż Ameryki Południowej, na sam dół mapy - na Horn i Antarktydę! Promujemy nasze piękne miasto Rzeszów.